500586

Subskrypcj@

Chcesz otrzymywać powia- domienia o nowościach?

na forum

Stefan:

Niech lepiej Budzikowi oddadzą zrabowaną godzinę!!!!! Ludzie piszcie maile do derechtora!!!!

Bluesmanniak:

I dlaczego Budzik nie budzi w soboty i niedziele? Ma budzić!

Stefan:

Dobrze A ta wiadomośc nie może być zapisana A Litwa jest ponownie ojczyzną mą

Jarosław Hasiński - facet, który wie, co robi

Piotr Bojarski z Gazety Wyborczej poświęcił kilka akapitów świetlistej postaci Jarosława Hacińskiego, dziś prezesa Polskiego Radia SA. Materiał ukazał się 16 stycznia 2004 roku w Gazecie Wyborczej i poświęcony był osiągnięciom obecnego prezesa w ośrodku TVP w Poznaniu
Jarosław Hasiński - facet, który wie, co robi
Dyrektor Jarosław Hasiński podporządkował poznańską telewizję swoim interesom - politycznym i osobistym. A dziś ma spore szanse na stanowisko w nowym zarządzie TVP
Każda władza chciałaby widzieć się na ekranie kolorowo i pozytywnie. I tutaj powstaje konflikt, bo to już nie te czasy, kiedy pierwszą informacją był Gierek

Jarosław Haciński



____________

Nowy prezes sam wskaże, z kim chciałby pracować w nowym zarządzie ‒ twierdzą organizatorzy konkursu na władze telewizji publicznej. Jeśli prezesem zostanie Ryszard Pacławski, dotychczasowy szef regionalnej "Trójki", do zarządu wybierze z pewnością Jarosława Hasińskiego, dyrektora poznańskiego ośrodka TVP.

Miesiąc temu Hasiński otworzył nowoczesny gmach telewizji na poznańskich Ratajach. Nie zagrzeje w nim długo miejsca ‒ niebawem obejmie funkcję bądź dyrektora Agencji Produkcji Audycji Telewizyjnych w Warszawie (na razie pełni tam obowiązki dyrektora), bądź członka zarządu TVP do spraw nowych technologii. W konkursach na oba stanowiska uchodzi za faworyta.

Telewizja, jaką pozostawi po sobie w Poznaniu, nie wróży niczego dobrego.

Młody człowiek z dużą władzą

Ma 46 lat. Z wykształcenia ‒ inżynier mechanizacji rolnictwa. Weteran Zrzeszenia Studentów Polskich i studenckiej radiofonii w Poznaniu. Kolega Roberta Kwiatkowskiego, odchodzącego prezesa TVP.

Dziennikarską przygodę rozpoczął w technikum mechanicznym w Poznaniu ‒ na przerwach prowadził audycje w szkolnym radiowęźle. W czasach studenckich pracował w Radiu Poznań ‒ prowadził "Magazyn spraw studenckich", potem rolniczy "Czas dobrych gospodarzy". W 1982 r. został kierownikiem kablowej rozgłośni Akademickie Radio "Winogrady".

‒ Był młodym człowiekiem z dużą władzą. Każdy początkujący radiowiec dostawał w Winogradach na poły profesjonalną legitymację dziennikarską i poznawał tajniki pracy. Ale obecność Hasińskiego w radiu wiązała się z jego wyjazdami na obozy ZSP ‒ mówi doświadczony poznański radiowiec.

‒ Obozy ZSP? Wiara jeździła, bo chciała. Nie pamiętam przymusu ‒ wspomina inny dziennikarz, stary znajomy Hasińskiego.

‒ Mnóstwo ludzi z ZSP robiło w tym czasie podziemne gazetki. Zrzeszenie dawało możliwość zagranicznych praktyk, ale nie było tym, czym ZSMP ‒ utrzymuje sam Hasiński.

W kwietniu 1994 r. Radio Winogrady dostało koncesję na emisję swego programu w eterze. Początkowo nadawało muzykę chodnikową, później serwisy BBC. W 1996 r. zmieniło nazwę na Radio Fan. Hasiński chciał rozszerzyć jego zasięg, ale nie zdążył ‒ jego uwagę przykuło to, co działo się w poznańskiej TVP.

Po linii ZSP

Jesienią 1997 r. zarząd TVP SA odwołał szefa ośrodka w Poznaniu. W konkursie na zwolnione stanowisko wystartowało 12 kandydatów; był wśród nich redaktor naczelny Radia Fan. Hasiński nie należał do faworytów ‒ a jednak to on wygrał. Ludzie znający go bliżej nie byli zaskoczeni ‒ jego kandydaturę zaakceptowały wszak zarząd i rada nadzorcza TVP zdominowane przez SLD i PSL.

‒ To działo się na styku prezesury Ryszarda Miazka i Roberta Kwiatkowskiego. Hasiński był kolegą Kwiatkowskiego i Jarosława Pachowskiego, ówczesnego szefa rady nadzorczej telewizji. Są przyjaciółmi z ZSP ‒ twierdzi Agata Ławniczak, były dyrektor programowy ośrodka poznańskiego (w zeszłym roku zwolniona w ramach zwolnień grupowych ‒ sprawa trafiła do sądu pracy, na wniosek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zainteresował się nią rzecznik praw obywatelskich).

Hasiński kontruje: ‒ W 1997 r. przyjmował mnie do pracy prezes Miazek, nie Kwiatkowski. Zanim przyszedłem do telewizji, Roberta Kwiatkowskiego spotkałem może ze trzy razy w życiu... A Pachowskiego poznałem, gdy już pracowałem w telewizji.

Zarówno Kwiatkowski, jak i Hasiński działają w Stowarzyszeniu Ordynacka. Stary znajomy Hasińskiego nie pozostawia złudzeń: ‒ Między Jarkiem i "Kwiatkiem" panuje duża zażyłość. Znają się od lat 80. Spotykali się "po linii" ZSP, stąd zresztą wzięła się Ordynacka.

Nowe twarze

Jedną z pierwszych decyzji Hasińskiego było wycofanie się poznańskiej TVP z procesu z "Dziennikiem Poznańskim" ‒ pismem wydawanym przez firmę Mariusza Świtalskiego, właściciela Elektromisu. Poprzednik Hasińskiego zarzucił dziennikowi szkalowanie telewizji ‒ domagał się przeprosin i 25 tys. zł na cele charytatywne. Nowy dyrektor postanowił sprawę zakończyć. Strony pogodziły się przed sądem.

Przyjazny gest Hasińskiego w stronę Elektromisu stał się zrozumiały kilka miesięcy później. Dyrektorem "Teleskopu" ‒ serwisu informacyjnego telewizji poznańskiej ‒ została 27-letnia Lena Bretes, redaktor naczelny związanego ze Świtalskim Radia RMI FM. Bretes ‒ dziś współwydawca "Wiadomości TVP" ‒ to dobra znajoma Hasińskiego z Radia Winogrady, gdzie zdobywała szlify dziennikarskie. Podczas spotkania zapoznawczego z zespołem "Teleskopu" zaprzeczyła, jakoby była "powiązana z Elektromisem". Dziennikarzom dało jednak do myślenia to, że o dymisji dotychczasowej szefowej "Teleskopu" pierwszy poinformował... "Dziennik Poznański".

Wiosną 1998 r. Hasiński ściągnął do Poznania Andrzeja Cudaka ‒ prezesa gorzowskiej telewizji kablowej Vigor, kolejnego dobrego znajomego z Radia Winogrady. Z materiałów Vigoru korzystał czasem "Teleskop". ‒ To były kiepskie relacje ‒ wspomina były dziennikarz "Teleskopu". ‒ Braliśmy je tylko dlatego, że nie mieliśmy swoich korespondentów w Gorzowie. Mimo to Cudak dostał w Poznaniu stanowisko dyrektora programowego ‒ a więc zastępcy Hasińskiego.

Transfer Cudaka zaowocował jeszcze jednym awansem, który będzie miał ogromny wpływ na to, co w następnych latach pojawi się w serwisach informacyjnych poznańskiej TVP. Grażyna Cudak, żona nowego dyrektora programowego, z dnia na dzień została dyrektorem gabinetu marszałka województwa Stefana Mikołajczaka (bezpartyjny, wybrany z listy SLD).

Marszałek, król ekranu

Dzięki Cudakom Mikołajczak gościł w "Teleskopie" niemal codziennie. Telewizja towarzyszyła też wiernie marszałkowi podczas kilkunastu festynów zorganizowanych w miastach powiatowych regionu pod hasłem: "Dzień dobry, Wielkopolsko". Hasiński tłumaczył, że telewizja pokazuje "imprezy integrujące odrodzony region". ‒ Służą one wyłącznie promocji osoby marszałka! ‒ kontrowała oburzona prawica.

Festyny zakończyły się skandalem ‒ prasa ujawniła, że wysoki urzędnik Mikołajczaka zdobywał pieniądze na ich organizację od sponsorów, zaciągając zobowiązania w imieniu marszałka.

Grażyna Cudak nadal jest dyrektorem gabinetu ‒ tyle że wojewody wielkopolskiego Andrzeja Nowakowskiego (SLD). Miejsce pracy zmieniła po wyborach w 2001 r., skonfliktowana z Mikołajczakiem. Zmiana dała się zauważyć na ekranie ‒ najważniejszą postacią "Teleskopu" stał się wojewoda.

Pani Cudak zaprzecza: ‒ Z mężem wypracowaliśmy model, że telewizja jest takim samym medium jak każde inne i dostaje dokładnie tyle samo informacji co inni.

A jednak... Dziennikarze "Teleskopu" opowiadają, jak w ubiegłych latach Grażyna Cudak pojawiała się u nich z krzykiem i pretensjami, że marszałka "gdzieś nie pokazano".

Relacja I: ‒ Była politrukiem w spódnicy. Dla dziennikarzy to był szok, że o czymś może decydować nie wydawca, lecz urzędnik. Tego nie ma nawet w telewizji białoruskiej!

Relacja II: ‒ W 2001 r. pani Cudak wzięła urlop i całymi dniami przesiadywała w budynku telewizji, przygotowując kampanię wyborczą SLD, zwłaszcza festyn na placu Wolności, który inaugurował kampanię.

Relacja III: ‒ Podczas wyborów Andrzej i Grażyna Cudakowie siedzieli w telewizji i osobiście czytali wszystkie teksty dotyczące polityki. Niektóre szły do poprawki.

Hasiński zaprzecza: ‒ Grażyna Cudak mogła co najwyżej przychodzić po pracy po męża.

Nie zgadza się też, że jego ośrodek faworyzuje przedstawicieli władzy: ‒ Jesteśmy telewizją publiczną. To nasza misja, musimy pokazywać polityków.

Podobnie mówił, gdy został szefem poznańskiej TVP: "Proszę przyjść, porozmawiać z moimi dziennikarzami, czy oni są sterowani, czy dostają jakieś zadania. Nie ma takich rzeczy".

Dziennikarze twierdzą zaś, ale tylko nieoficjalnie: ‒ Kierownictwo ma słabość do polityków lewicy. Na wszelki wypadek zawsze kręcimy ich wypowiedzi.

Oficjalnie dziennikarze nic nie powiedzą ‒ nie chcą stracić pracy. Wiedzą, że nikt ich nie broni. Hasiński szybko spacyfikował "Solidarność" ‒ szefowej związku powierzył program rolniczy, jej następcy ‒ cykliczny program operowy. Gdy więc w 2001 r. nastąpiły zwolnienia grupowe, władze "S" uznały, że "związek nie jest od walki, tylko od negocjacji". Srogo za to zapłaciły. W ciągu sześciu lat Hasiński zredukował zatrudnienie niemal o połowę. Liczba członków "S" zmniejszyła się ze 110-150 do blisko 50 osób; dziennikarzy można policzyć na palcach.

Cesarzowa

Bez wątpienia największe sukcesy w poznańskiej TVP odnosi w ostatnich czasach Wanda Namysł-Hasińska. W telewizji pracuje od 18 lat. Jeszcze w połowie lat 90. pozostawała w cieniu kolegów. Wszystko się zmieniło, gdy w fotelu dyrektora zasiadł Jarosław Hasiński. We wrześniu 2002 r. poprowadził panią redaktor do urzędu stanu cywilnego.

Zanim jeszcze pani Namysł powiedziała dyrektorowi "tak", otrzymywała najbardziej intratne zlecenia ‒ producenta gali piosenki biesiadnej czy redaktora magazynu "Znani z Wiejskiej" prezentującego wielkopolskich parlamentarzystów. Została też redaktorem emitowanego na antenie ogólnopolskiej serialu "Święta wojna" (na szarym końcu w sondażach oglądalności seriali komediowych). W RFN realizowała cykl "Polonia w Niemczech" (ukazywał się na antenie TV Polonia). ‒ Ekipa jechała na plan autobusem, a Wanda często leciała samolotem ‒ opowiada Ławniczak.

‒ W telewizji konfitury są tam, gdzie są imprezy kulturalne, duże widowiska, koncerty. Za ich realizację są najwyższe stawki ‒ twierdzą dziennikarze TVP.

W tym roku "cesarzowa" ‒ jak mówią o niej złośliwie koledzy z telewizji ‒ była drugim redaktorem koncertu na placu Zamkowym w Warszawie (maj) z okazji urodzin Papieża i koncertu muzyki filmowej Wojciecha Kilara na poznańskiej Malcie (czerwiec), kręciła reportaż z planu zdjęciowego najnowszego widowiska Bogusława Wołoszańskiego o powstaniu wielkopolskim. Realizowała też relacje z konkursu na wielkopolskiego wójta i burmistrza roku.

Hasiński nie zgadza się z zarzutem nepotyzmu: ‒ Wanda jest moją żoną od roku, a wziętą dziennikarką z kontaktami w Warszawie ‒ od 16 lat. Żoną jest w domu, w telewizji jest pracownikiem ocenianym bardziej surowo niż inni.

Jak to możliwe, by jedna osoba miała udział we wszystkich najbardziej spektakularnych przedsięwzięciach telewizji poznańskiej? Odpowiedź jest krótka ‒ od roku Hasiński pełni obowiązki dyrektora Agencji Produkcji Audycji Telewizyjnych (APAT), która odpowiada za największe produkcje telewizyjne ‒ także te realizowane za granicą.

Latem zeszłego roku Wanda Hasińska poleciała na antypody, by na zlecenie i za pieniądze rządu Malezji zrealizować program o Dniu Niepodległości w tym kraju. ‒ Ponieważ Wanda nie mówi po angielsku, gorączkowo szukano operatorów kamer znających ten język ‒ opowiada jeden z dziennikarzy. ‒ W końcu znaleziono ich w Warszawie. I pani redaktor poleciała "robić wywiady".

Hasiński zapewnia, że "nie przyłożył ręki" do tego zlecenia: ‒ To efekt kontaktów Wandy. Materiały za granicą robiła dużo wcześniej, zanim się poznaliśmy. APAT? Tam planuje się rok do przodu. Dopiero od kilku miesięcy realizowane są moje pomysły.

‒ Zleca je pan żonie?

‒ To redaktorzy anten wskazują, kto ma coś zrobić.

Agata Ławniczak nie wierzy tym wyjaśnieniom: ‒ Hasiński rządzi w APAT i to on zatwierdza kosztorysy wszystkich przedsięwzięć. Ma więc wpływ na to, kto będzie je realizował. Kiedy został dyrektorem, zręcznie dawał do zrozumienia, że jest przyjacielem Kwiatkowskiego. Gdy potem sugerował redaktorom z Warszawy, że to Wanda powinna coś zrobić, nikt nie miał zamiaru narazić się prezesowi TVP.

Tajemnica końcowych napisów

Ławniczak ujawnia tajemnicę niesamowitej aktywności zawodowej żony dyrektora: ‒ Wanda jest dopisywana do prawie wszystkich wysokobudżetowych programów produkowanych dla Warszawy. Zawsze jest drugą, czy nawet trzecią, redaktorką, choć nie we wszystkich produkcjach bierze udział.

5 grudnia zeszłego roku w auli UAM telewizja rejestrowała koncert Dawida Ojstracha. W tym samym czasie w poznańskiej Arenie odbywały się przedstawienia kabaretów związane z jubileuszem TVP. ‒ Wanda była w Arenie, ale została dopisana do obu programów ‒ mówi Ławniczak. ‒ I wzięła pieniądze za oba.

Hasiński nie może sobie przypomnieć tych wydarzeń, kilkakrotnie zmienia zdanie. W końcu oznajmia: ‒ Obie imprezy odbywały się o różnych godzinach. Podczas koncertu Ojstracha moja żona nie mogła być w wozie technicznym, bo odbierała odznaczenie "Zasłużony dla województwa wielkopolskiego" nadane jej przez marszałka. Ale praca redaktora nie polega tylko na siedzeniu w wozie. 90 proc. pracy odbywa się przed koncertem i po nim. Wanda przygotowała realizację tego koncertu, a potem go zmontowała.

Ławniczak: ‒ Jeśli redaktor podczas koncertu nie pracuje w wozie z realizatorem wizji, to właściwie nie wiadomo, po co jest. Redaktor programów muzycznych musi umieć czytać partyturę, by uprzedzać realizatorów o "akcji muzycznej" i proponować realizatorowi kolejność ujęć.

W końcu listopada wóz techniczny poznańskiej telewizji znów pojechał do Katowic ‒ kręcić kolejny odcinek "Świętej wojny". W tym samym czasie Wanda Hasińska znowu poleciała do Niemiec ‒ realizować materiał o Polonii. Oba przedsięwzięcia firmuje swoim nazwiskiem.

Chwała naszym kolegom

Z każdym rokiem telewizja poznańska coraz silniej ujawniała swe sympatie polityczne. Przed wyborami do Sejmu w 2001 r. sztab Platformy Obywatelskiej złożył protest przeciw uprzywilejowaniu SLD przez "Teleskop". Hasiński bronił się: ‒ To element kampanii wyborczej PO.

Rok później, przed wyborami prezydenta miasta, w "Teleskopie" dominował już tylko jeden kandydat ‒ Sławomir Pietras, dyrektor Teatru Wielkiego w Poznaniu, wysunięty przez SLD. Telewizja nakręciła 12-minutowy reportaż z wizyty Leszka Millera w Poznaniu ‒ w roli gospodarza wystąpił w nim Pietras. Prezydenta miasta Ryszarda Grobelnego, który towarzyszył premierowi podczas tej wizyty, starannie wycięto z kadru. Wszak kandydaturę Grobelnego popierała PO.

Hasiński bez zażenowania tłumaczył w "Teleskopie": ‒ Pietras wystartował później niż inni kandydaci, więc... ma prawo być pokazywany częściej.

Manipulacja była na tyle oczywista, że sztaby wyborcze kandydatów centroprawicy zleciły socjologom monitoring telewizji. Od 15 do 23 października naukowcy ze stoperami w ręku analizowali relacje "Teleskopu".

Okazało się, że Pietras wykorzystał aż 45 proc. czasu, jaki oddano wszystkim kandydatom na bezpośrednie zaprezentowanie telewidzom swoich argumentów. Jego konkurenci z prawicy mieli do dyspozycji zaledwie 17-18 proc. czasu. A Aldona Kamela-Sowińska, minister skarbu w gabinecie Jerzego Buzka ‒ 1 proc.!

Hasiński nazwał te wyniki "manipulacją". ‒ Mówmy o całej kampanii, a nie tylko o ostatnich dwóch tygodniach.

Manipulacje ‒ tyle że na ekranie ‒ wychwycili też socjolodzy z UAM. Ot, choćby w relacjach z wydarzeń miejskich kamera "Teleskopu" z reguły nie pokazywała twarzy prezydenta Grobelnego, koncentrując się na jego... nogach. Gdy zaś na ekranie pojawiali się politycy lewicy walczący o fotele w samorządzie, telewizja zawsze prezentowała ich twarze w dużym zbliżeniu.

‒ Nigdy nie rozmawiam z operatorami, jak mają coś pokazywać ‒ zżyma się Hasiński. Zwraca uwagę na to, że wyniki badań socjologów zaprezentował dziennikarzom Maciej Musiał, były szef kancelarii premiera Buzka. ‒ To była propaganda ‒ komentuje.

Zastrzeżenia socjologów potwierdziła jednak rada programowa poznańskiej TVP.

Kto nie wierzy socjologom, w styczniu 2003 r. mógł się przekonać, jak telewizja Hasińskiego dba o interesy lewicy. Ryszard Ćwirlej, p.o. szefa "Teleskopu", zawiesił w obowiązkach dwóch dziennikarzy ‒ Artura Michniewicza i Adama Górczewskiego. Ukarał ich za to, że w swojej relacji nie zamieścili wypowiedzi minister Krystyny Łybackiej (SLD) i wicewojewody Wojciecha Jankowiaka (PSL). Dziennikarze pominęli głosy polityków, uznawszy, że nie wnoszą one nic istotnego do materiału.

Hasiński: ‒ Rozumiem Ćwirleja. Jeżeli polityk wypowiada się do kamery, to czy on się wypowiada mądrze, czy głupio, jest to jednak jego zdanie. Dlatego powinno się zamieścić choćby fragment jego wypowiedzi.

‒ Nawet gdy polityk mówi bzdury?

‒ Tak. Chociaż 10-15 sekund.

Na pewno nie przegra

Na biurku w gabinecie dyrektora Hasińskiego leży "Gazeta". W oczy uderza tytuł: "Najzagorzalsi odstępują prezesa".

O Robercie Kwiatkowskim, który właśnie kończy karierę w telewizji publicznej, Hasiński mówi z głęboką czcią: ‒ Prezes Kwiatkowski jest bardzo kompetentnym menedżerem, oddanym TVP. To facet, który wie, co robi.

Szef poznańskiej TVP również wie, co robi. Nie wychyla się, cierpliwie czeka na rozwój sytuacji w Warszawie. Musi się asekurować ‒ w najbliższych tygodniach rozstrzygnie się również jego przyszłość. Startuje wszak w konkursach na członka zarządu TVP ds. nowych technologii (nieoficjalnie wiadomo, że po pierwszej fazie konkursu ma najlepsze notowania) i na dyrektora Agencji Produkcji Audycji Telewizyjnych.

Jednak na wypadek porażki już zapewnił sobie miękkie lądowanie. W ostatnią środę ustępujący zarząd TVP nieoczekiwanie wybrał go na dyrektora telewizji poznańskiej. Warunki konkursu zostały tak sformułowane, że jedynym rywalem Hasińskiego był... Andrzej Cudak. Tak czy owak w Poznaniu wszystko pozostanie pod kontrolą.
2010-02-18

Design downloaded from Zeroweb.org: Free website templates, layouts, and tools.